Czwartek II Tygodnia Wielkanocnego

Uroczystość św. Wojciecha, biskupa i męczennika.

Słowo na dziś:

I. Dz 1, 3 – 8
II. Flp 1, 20c – 30
III. Ewangelia 12, 24 – 26

Św. Wojciech jest jednym z trzech głównych patronów Polski, obok Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława.

Św. Wojciech pochodził w rodu Sławników w Czechach. Urodził się około 956 roku. Przy bierzmowaniu otrzymał imię Adalbert. Po starannym wykształceniu w szkole katedralnej w Magdeburgu został biskupem Pragi. Wskutek waśni rodowych opuścił Pragę i za pozwoleniem papieża wstąpił do benedyktyńskiego opactwa św. Bonifacego w Rzymie i złożył tam śluby. Na polecenia papieża wrócił do Pragi, ale musiał ją powtórnie opuścić. Wojciech stracił swoją stolicę biskupią w Pradze, bo stanął w obronie kobiety, którą oskarżono o cudzołóstwo. Wojciech stanął na progu tej katedry i obronił ją. Zderzenie było takie, że musiał opuścić Pragę! Kto chce zachować swoje życie starci je, a kto straci swoje życie, zachowa je! 

Niepopularny w swoim kraju (w którym czychano na jego życie i zabito mu czterech braci), trafił ostatecznie na dwór Bolesława Chrobrego. Tutaj jego misją była chrystianizacja pogańskich terenów, w tym także obszaru Prus. Zginął wraz ze swymi towarzyszami w pruskim Świętym Gaju, w którym wcześniej odprawił Mszę św. Został zabity 23 kwietnia 997 roku. Głowa biskupa męczennika miała wrócić do Polski, a resztę ciała Bolesław Chrobry, według legendy, wykupił od pogan za tyle srebra, ile ono ważyło. Biskup został pochowany w Gnieźnie. W 999 r. papież Sylwester II ogłosił go świętym, a już rok później z pielgrzymką do grobu świętego udał się niemiecki cesarz Otton III. Spotkanie z Bolesławem, znane bliżej jako „zjazd gnieźnieński”, zaowocowało utworzeniem w Polsce pierwsze arcybiskupstwa, a sam kraj zyskał na sile i pozycji w Europie.

Święty Wojciech, to ten któremu za życia nic się nie udało, bo do czego przyłożył rękę to mu nie wychodziło, ale z jego męczeńskiej śmierci urodził się cały Polski Kościół. 

W tym aspekcie św. Wojciech, przypomina samego Chrystusa, który po ludzku, w oczach wielu poniósł porażkę oddając Swoje życie na krzyżu. Ale potem nastąpiło Zmartwychwstanie.! „Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym”. Pan do dziś daje nam wiele dowodów na to że żyje i wstawia się za nami. „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca”. Tą obietnicą jest Paraklet, Duch Święty, Ten który w nas może wypełnić wszystkie obietnice Boga, napełnić nas życiem wiecznym i uzdolnić do uczynków życia wiecznego. „Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.

Przyjście Ducha Świętego nie oznacza rozwiązania wszystkich problemów według naszej ludzkiej logiki i według naszej tabeli czasowej. „Nie wasza to rzecz znać czas i chwilę, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Przyjście Ducha Świętego i Jego świadectwo naszemu duchowi, uzdalnia nas do bycia świadkami. Otrzymując świadectwo wewnętrzne możemy świadczyć na zewnątrz naszym życiem. Ta misja rozpoczyna się w Jerozolimie, rozpoczyna się od Kościoła ale zmierza aż po krańce świata. To powszechna misja zbawienia otwarta na każdego.

Świadczenie to nie tyle słowa, co życie. Postawa. Nowa natura, która objawia się w naszym ciele: „Chrystus będzie uwielbiony w. moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć”. Chrześcijanin przez to jak żyje i przez to jak umiera, jak widzimy to dzisiaj na przykładzie św. Wojciecha, daje świadectwo tego że śmierć jest pokonana. Że śmierć nie powoduje już paraliżującego strachu, że zmienia się perspektywa codziennego umierania, dawania życia miłując. Ten rodzaj śmierci, tak przezywana śmierć to zysk! „Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk”.

            Bo najważniejsze to być jedno z Chrystusem. Wszystko inne to marność. Bez Chrystusa istnieje ryzyko że wszystko może stać się idolatrią. Dlatego św. Paweł mówi z mocą: „Pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to bardziej dla was konieczne”. O wiele lepsze być z Tobą.

„Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym (…) mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom”. Jedno serce i jeden duch. Jedność wierzących jest bezpośrednią konsekwencją zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i nad lękiem nad śmiercią, co jest ostateczną barierą oddzielającą człowieka od człowieka. Bronimy się przed drugim, bo chce od nas życia, czasu, uwagi, rezygnacji z naszych racji i planów. Dlatego wszyscy codziennie doświadczamy tego o czym to słowo mówi: walki o wiarę w Dobrą Nowinę!

„Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć”. Żyć dla Chrystusa i codziennie umierać dla Chrystusa. Postępować według Ducha a nie według ciała. „Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź” (Rz. 8,36). Wiara w Chrystusa objawia się na zewnątrz postawą przyjmowania faktów historii, ze względy na Chrystusa. Dla Niego przeżywać swój prezbiterat, swoje małżeństwo, swoje rodzicielstwo, swoją samotność, swoje choroby i cierpienia. Miłość zmienia wszystko i wszystkiemu nadaje sens. Ta miłość uzdalniająca codziennie wchodzenie w cierpienie, w umieranie przynosi owoc obfity: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”. 

Żyć dla siebie i według siebie, niezdolni do miłości, powoduje że pozostajemy sami. „Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa”. Tam gdzie Ja jestem: odnosi się i do chwały nieba i do krzyża, który jest drabiną Jakuba łączącą niebo i ziemię. Wchodząc w codzienny krzyż, nie wchodzimy tam sami, ale jesteśmy wtedy „tam gdzie On jest”. Dlatego według tradycji gdy Piotr uciekający z Rzymu miał wizję Chrystusa idącego do Wiecznego Miasta: Quo vadis Domine? Dokąd idziesz Panie? Usłyszał: Wracam do Rzymu, by tam ukrzyżowano mnie powtórnie. I Piotr zawrócił.  „A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *