Słowo na dziś:
I. Dz 15, 1 – 6
II. Ewangelia J 15, 1 – 8
Pierwsze czytanie, rozpoczyna dzisiaj całą serię czytań o poważnej kontrowersji rodzącego się Kościoła a związanej z zasadniczy pytaniem: od czego zależy zbawienie. Jest ono owocem wypełniania prawa Mojżeszowego i do niego się sprowadza, czy tez misterium paschalne Chrystusa, wyzwala nas z wypełnienia Prawa a obdarzając nas nową naturą, naturą niebieską, pozwala nam czynić spontanicznie dzieła życia wiecznego i wydawać słodki owoc miłości w wymiarze krzyża. To pytanie kryje się za żądaniem przyjęcia obrzezania: „Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni”.
To jest przyczyna sporów i napięć, których rozwiązaniem będzie tak zwany „sobór Jerozolimski”, zebranie apostołów, starszych i tych którzy jak Paweł i Barnaba stali na pierwszej linii ewangelizacji pogan: „Kiedy doszło do niemałych sporów i roztrząsań między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jeruzalem, do apostołów i starszych.” Samo przyjęcie wiary ze strony pogan, ich nawrócenia i powstawanie nowych gmin chrześcijańskim, jest widziane ze strony braci w wierze z radością a sami Paweł i Barnaba widzą w tym jasno działanie samego Boga: „Wysłani przez Kościół, szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan. Kiedy przybyli do Jeruzalem, zostali przyjęci przez Kościół, apostołów i starszych. Opowiedzieli też, jak wielkich rzeczy Bóg przez nich dokonał”. Tak czy inaczej dzisiejsze słowo jest jedynie wprowadzeniem w temat i postawieniem pytania. „Lecz niektórzy nawróceni ze stronnictwa faryzeuszów oświadczyli: «Trzeba ich obrzezać i zobowiązać do przestrzegania Prawa Mojżeszowego». Zebrali się więc apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę”.
„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy”. Pan chce byśmy byli ludźmi spełnionymi, wypełniając nasze najgłębsze powołanie i przynosząc najbardziej słodki owoc jakim jest miłość objawiona przez Niego w misterium paschalnym. To nie jest miłość jedynie ludzka, ale jest to nowy wymiar miłości do drugiego takim jakim on jest, nawet jeśli w danym momencie jest moim nieprzyjacielem, nawet jeśli jest dla mnie trudny czy przykry. To miłość, która przekracza wszelkie bariery, włącznie z tą ostateczną jaką jest śmierć. „Bo miłość jest potężniejsza niż śmierć”. Byśmy wydali ten owoc są konieczne dwie rzeczy. Po pierwsze musimy być w szczepieni w „prawdziwy krzew winny”, którym jest Chrystus. On jedyny przynosi ten słodki owoc miłości i Jego życiodajna limfa chce płynąć także w nas. Po drugie, jest konieczne abyśmy pozwolili się oczyścić, pozwolili się „przyciąć”, poodcinać to co nas rozprasza, co nas odwodzi od wydawania owocu. Jest w naszym życiu wiele rzeczy niepotrzebnych, niekoniecznych, odwodzących nas od woli Boga. On chce byśmy w pełni zrealizowali nasze człowieczeństwo i nasze powołanie chrześcijańskie, byśmy mieli życie w obfitości, byśmy przynosili owoc obfity. W jaki sposób Pan nas oczyszcza, przycina? Jakich nożyc używa? „Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was”. Tym narzędzie jest słowo Boże: „żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”. To nie tylko słowo proklamowane, ale także fakty i wydarzenia naszego życia, które mają moc skutecznie nas „przycinać”.
Podstawą jest jednak bycie złączonym z krzewem winnym, trwanie w Jezusie, łączność z Nim poprzez sakramenty, trwanie w Jego ciele czyli w Kościele, i w konkretnych wspólnotach do których nas powołał. „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie”. Alternatywa jest prosta. Albo przynosić owoc obfity albo stracić wszystko. Nie przynieść owocu, nie kochać, stracić życie mimo że całe życie właśnie przed tym broiliśmy się, staje się dramatem człowieka, który oddzielił się od źródła życia jakim jest Chrystus. Ojciec chce byśmy przynosili owoc, tzn. mieli w sobie pełnię życia. Chwałą Boga jest człowiek żyjący – pisał św. Ireneusz. Oddajmy chwałę Bogu. Żyjmy na wieki, wszczepieni w Tego, który jest życiem wiecznym.„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.