Site icon Słowo na dziś

Środa III Tygodnia Wielkanocnego

Słowo na dziś:

I. 1J 1,5 – 2,2
II. Ewangelia Mt 11, 25 – 30

„Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności”. Jest Światłem, które rozbłysło w ciemnościach, rozdarło je i oświeciło wszystko, a tym światłem ukazującym wszystko w zupełnie inny, nowy, sposób i nadaje wszystkiemu sens jest Jego MIŁOŚĆ. „Miłość wyjaśniła mi wszystko” – powiedział kiedyś Jan Paweł II mając na myśli nie tylko swoją trudną historię ale i historię świata i Kościoła.

Św. Katarzyna ze Sieny, której wspomnienie dzisiaj obchodzimy pisała: „Moja dusza pragnie ujrzeć Ciebie Światłości, w Twoim świetle. Zakosztowałam i światłem mojego umysłu w świetle Twoim ujrzałam Twoje przepastne głębiny, Trójco wieczna, i piękno Twojego stworzenia. (…) Jesteś ogniem, który usuwa wszelką oziębłość i który oświeca wszelki umysł swoim światłem. W tym świetle dałeś mi poznać Twoją prawdę. W odblasku tego światła poznaję Ciebie, Najwyższe Dobro.”.

Przeciwieństwem tego światła są ciemności: „Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą”. Chodzić w ciemności, to nie tylko samo bycie w grzechu ale i nie uznawanie tego, nie przyznawanie się do grzechu, nie wyznawanie go, czyli nie stawanie w świetle. „Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu”. Nawracanie się, wyznanie grzechów, żal za nie – czyli stawanie w świetle wobec Boga i wobec Kościoła – daje nam współuczestnictwo w zbawieniu wysłużonym nam przez Krew Chrystusa, przelaną za nas, daje nam odpuszczenie wszystkich grzechów. Omywa nas: „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Ps. 1,18).

Św. Bernard mówi: Mylił się przeto ten, kto powiedział: „Mój grzech jest zbyt wielki, abym mógł otrzymać przebaczenie”. Z drugiej strony: „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. (…) Jeżeli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki”. Pokorne wyznawania naszych grzechów nas zbawia! Po upadku w grzech ciężki, nie należy zważać ani na poczucie wstydu, ani niegodności, nie bać się nawet źle rozumianego moralizmu typu: „ przecież dopiero ci się spowiadałem, jak tak można, to niepoważne itp.”, ale bez namysłu uciekać się do Bożego Miłosierdzia i z jak najszczerszym żalem, do jakiego Duch nas uzdolni, nie gorsząc się sobą i nie zniechęcając, wyznać nasze grzechy z ufnością.

„Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości”. To oczywiście nie jest zachęta do tego aby grzeszyć! Grzech to doświadczenie śmierci, oddalenie się od Boga, Źródła Życia i naszego Umiłowanego. To doświadczenie samotności egzystencjalnej i przedsionek piekła.

„Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli”. Jesteśmy jednak świadomi naszej kruchości i grzeszności i prawdziwa pokora przygotowuje nas do podwójnej walki: po pierwsze by nie upaść, a jeżeli nieszczęśliwie upadniemy, aby jak najszybciej powstać. Pokora. Pokora i ufność że naszym pierwszym Rzecznikiem, Parakletem, Adwokatem, będącym po naszej stronie jest sam Chrystus, stojący po prawicy Boga i ukazujący, chwalebne rany odniesione dla naszego Zbawienia. „Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata”. Jak bardzo przypomina ten werset Koronkę do Miłosierdzia Bożego: „miej miłosierdzia dla nas i świata całego”.

Do ufności w miłosierdzie Boga zaprasza nas także psalm responsoryjny: „On odpuszcza wszystkie twoje winy i leczy wszystkie choroby, (…) Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. (…) Wie On, z czegośmy powstali, pamięta, że jesteśmy prochem”. Bóg dobrze zna naszą kondycję ludzi słabych i grzesznych. Biedaczków (lepiej tak przetłumaczyć niż prostaczków), ubogich w duchu: ptóchoi – po grecku – codziennych żebraków, świadomych że aby żyć w łasce, potrzebują Jego codziennej interwencji. Dlatego dzisiejsza Ewangelia proklamuje: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”.

 Także dzisiejsza święta uważana była za osobę prostą: analfabetka, jeszcze dziecko, 23 w swojej rodzinie i w dodatku dziewczynka. św. Katarzyna, ogłoszona przez Jana Pawła II patronką Europy, urodziła się w 1347 r. w rodzinie liczącej 26 dzieci. Już jako dziewczynka marzyła o oddaniu życia całkowicie Bogu. Naraziła się przez to matce, która chciała ją wydać za mąż. Jako 16-latka została tercjarką dominikańską. Była radykalną ascetką, doświadczała niezwykłych mistycznych darów: objawień, ekstaz, lewitacji, bilokacji, stygmatów. Doświadczyła tzw. „pierwszej śmierci”, czyli opuszczenia ciała przez duszę i cudownej wymiany serc z Umiłowanym Chrystusem którego nazywała Szalonym z Miłości (O Pazzo d’Amore).

Intensywne życie duchowe nie oznaczało oderwania od ziemskich spraw. Przeciwnie. Katarzyna zasłynęła jako kobieta czynu, energicznie i odważnie angażująca się w życie Kościoła. Przemawiała do księży, biskupów i papieży, ogłaszając się publicznie posłanką samego Chrystusa. Przesłuchiwał ją trybunał inkwizycyjny, który nie dopatrzył się u niej żadnej herezji. Zakonnik, który prowadził przesłuchanie, doznał pod jej wpływem głębokiego nawrócenia. Katarzyna walczyła z zapałem o odnowę Kościoła niszczonego przez podziały, intrygi, nepotyzm, symonię itd.

W Awinionie osobiście nakłaniała Grzegorza XI do powrotu do Rzymu. W listach zwracała się do niego poufale: „Bądź mężczyzną, Ojczulku”. Papież wrócił do Rzymu. Kościołem wstrząsały jednak dramatyczne podziały. W pewnym momencie było prócz papieża jeszcze dwóch antypapieży. Katarzyna mówiła: „Pragnę oddać za Kościół życie, krew i całe ciało, aż do szpiku kości, mimo że nie jestem tego godna”. Brzydziła się służalczą bojaźnią, która „ucina rękę świętego pragnienia”. Zmarła w Rzymie w wieku 33 lat, „w wieku Chrystusowym”. Jej życie jest dowodem działania Ducha Świętego, który ciągle posyła do niego swoich proroków.

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić”. Misją Chrystusa jest objawić nam Ojca, pojednać nas z Ojcem, ukazać nam Ojca. Nie jesteśmy sierotami. Nasza historia nie bierze się znikąd i nie zmierza donikąd. Jesteśmy w rękach Ojca. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Jak dobrze zna nas Pan. Wie że jesteśmy utrudzeni i obciążeni jarzmem grzechu, obciążeni naszą samowystarczalnością, i próbą noszenia wszystkiego na naszych barkach jak Atlas, niszczeni ciągłem uciekaniem od naszej historii lub nieustanną próbą zmieniania jej na siłę. Ale odpoczynek jaki proponuje absurdalnie polega na podjęciu jarzma od którego uciekamy. Polega na wejścia w historię razem z Nim, doświadczonym i umiejącym chodzić w historii jaką Ojciec mu przygotował. Biorąc nasz krzyż razem z Nim i doświadczając że staje się on miejscem naszego zbawienia. Krzyżem chwalebnym: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Exit mobile version