Wtorek III Tygodnia Wielkanocnego

Słowo na dziś :

I. Dz 7, 51 – 8, 1a
II. Ewangelia J 6, 30 – 35

„Ludzie twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy. Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie?”. Lud twardego karku – nie zginającego się czyli nie przyjmującego pokornie wydarzeń historii. Są one jak fale wobec których, nie można stać dumnie wyprostowanym ale należy pokornie się pokłonić. Hardość może wielu doprowadzić do odrzucenia lekarstwa, do odrzucenia przebaczenia, do odrzucenia zbawienia. Wiecznie zbuntowani. Synowie buntu – bo pochodzący od tego który pierwszy się zbuntował: ojca kłamstwa. On jest ojcem naszych buntów, naszej wewnętrznej twardości.

„Oporne serce i uszy” – to serce i uszy nieobrzezane: czyli wewnętrznie podzielone. Nie zostało odcięte to co Bogu przeciwne, nie zostało ono wewnętrznie oczyszczone. Dlatego tak ważne są cięcia, które dokonuje w nas miecz Słowa. To Słowo, także to którym są fakty naszego życia,  jest tymi nożycami które oczyszczają latorośl. Mieć ucho otwarte to także owoc procesu, który dokonuje w nas Słowo. Jeżeli się nie opieramy, co zarzuca swoim słuchaczom Szczepan. Ojcowie wasi – zarzuca im – „pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wy zdradziliście Go teraz i zamordowaliście”. Uznać, że to my wielokrotnie zdradzamy i zabijamy Chrystusa, to początek nawrócenia i przyjęcia przebaczenia. Bez uznania swoich grzechów nie ma przebaczenia. Jednak po uznaniu prawdy o sobie samym, słowo zaprasza nas abyśmy pocieszeni przez Ducha Świętego, nie patrzyli na siebie ale w niebo: „A on, pełen Ducha Świętego, patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”.

Niebo jest otwarte! Dzisiaj wielu jeszcze żyje nie mając jego przedsmaku, mając je zamknięte nad swoją głową. Chrystus stoi po prawicy – miejsce współdzielenia władzy wraz z Ojcem. Jest w postawie stojącej – bo wstawia się za nami, jako Świadek Prawdomówny, ukazując Swoje chwalebne rany. „A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali” – reakcja wściekłości która doprowadza do ukamienowania, które w Izraelu dokonywało się na dwa sposoby: albo zrzucając skazanego z pewnej wysokości na skałę, na kamień, albo, jak w tym przypadku, rzucając kamieniami. „Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: Panie Jezu, przyjmij ducha mego!”. Mamy tu całą serię podobieństw ze śmiercią Chrystusa: wyrzucony poza bramy miasta, modli się jak Chrystus który mówił: „Ojcze w Twoje ręce oddaję ducha mego”. Jak Chrystus na krzyżu modlił się Psalmem 22: „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił”, tak św. Szczepan modli się tu Psalmem 31: „w ręce Twoje powierzam ducha mego”. I modli się jak Chrystus za swoich prześladowców i zabójców: „A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: Panie, nie licz im tego grzechu! Po tych słowach skonał”. Wiemy że jego modlitwa została wysłuchana bo Szaweł, który tu pojawia się po raz pierwszy, doświadczy przebaczenia i jako św. Paweł będzie głosił zbawienie wszystkim. Jest on tu nieprzypadkowo wspomniany dwukrotnie: „świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem” i „Szaweł zaś zgadzał się na zabicie Szczepana”.

W Ewangelii „Żydzi żądają znaku”: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba”. Chrystus mówi o chlebie „prawdziwym”, to znaczy przede wszystkim to, że manna była tylko znakiem zapowiadającym chleb prawdziwy ale także i to że istnieje także chleb nie prawdziwy, ten który tak naprawdę nie syci. Chleb prawdziwy syci  i daj życie wieczne. „Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Nasza relacja do Chrystusa na końcu dąży do tego aby Go spożyć! Aby się Nim sycić! Ten pokarm jest nie tylko do adoracji ale głównie do spożycia, bo chleb nie spożyty się psuje. Prawdziwe: „ad-ore” – „do ust” – odnosi się do karmienia się chlebem żywym. Eucharystii nie można przechowywać w tabernakulum wiecznie. Na końcu należy ją tak czy inaczej spożyć: „Bierzcie i jedzcie!”.

Spożywając Chrystusa, On nas asymiluje, czyni nas sobą, swoim ciałem. Odwrotnie niż w normalnym procesie. I to właśnie zaspokaja głód człowieka: być jedno z Chrystusem! Dlatego spożywać u św. Jana oznacza WIERZYĆ, co z kolei oznacza nie przylgnięcie intelektualne do pewnej serii prawd, ale relację osobową z Chrystusem „Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!” – to zdanie brzmi jak modlitwa Kościoła, zwłaszcza w obecnych okolicznościach. „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. Jest w człowieku głęboki egzystencjalny głód i pragnienie, które może zaspokoić jedynie Chrystus. Czym próbujesz się zaspokoić dzisiaj, co spożywasz? To wszystko jest pokarmem. Ale nie prawdziwym, to znaczy nie tym co jest w stanie cię zaspokoić ostatecznie, co odpowiada na głód, na pragnienie bycia szczęśliwym, który jest w tobie. Tym pokarmem jest Chrystus.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *